98-200 Sieradz,
ul. 3 Maja 7

WODN w Sieradzu

Olgierd Neyman
Odsłony: 1744

Zdrowie psychiczne naszych dzieci jest ważniejsze niż ich wyniki w szkole. Takiej treści post krąży po internecie pośród tysięcy innych – okolicznościowych. Okoliczność to zdalna szkoła, której kilkanaście milionów Polek i Polaków doświadcza od trzech tygodni, jak kraj długi i szeroki. Trudno powiedzieć, kto najboleśniej. Chyba jednak my, nauczyciele. Bo to nam kazano, ale także z własnego, niewypalonego poczucia misji zobowiązaliśmy się, zbudować rakietę i polecieć w kosmos. Elon Musk i NASA mieli na przygotowania wiele lat. My z projektem podboju kosmosu ruszyliśmy 16 marca 2020 r. a już 23 marca weszliśmy na orbitę okołoziemską. Tylko co jakiś czas daje się słyszeć: Houston, we have a problem. Dlatego post winien brzmieć: Zdrowie psychiczne naszych dzieci, nauczycieli naszych dzieci, jest ważniejsze niż ich wyniki w szkole. Nie ma w tym sformułowaniu niedorzeczności. Od lat utrwaliło się, że szkoła stoi wynikami nauczycieli. Mierzenia jakości, ewaluacje, pomiary, rankingi, tendencje, dotacje, progresja skoncentrowane na nauczycielach – jak ogar na zającu, były i są tego dowodem.

Więc choć czas teraz dość podły, spróbujmy pomyśleć, co dobrego z niego przyjść może, gdy zaraza odstąpi. Jak szybko wrócimy ze stanu nieważkości na ziemię, czyli do szkolnej rzeczywistości (mizerii)? Trzeba nadmienić, że nauczycielski stan nieważkości to nie jest haj po gandzi. My z każdym dniem pewniej się czujemy; żywioł zdalnej edukacji roztropnie czynimy sobie poddanym, i co raz śmielej go eksplorujemy.

Zatem, co obecna sytuacja spowoduje w fundamentach ustroju szkolnego? Jak przewartościuje sposób patrzenia nas nauczycieli na podstawę programową kształcenia, realizowane programy nauczania oraz organizację procesu dydaktyczno-wychowawczego? Czy i w jaki sposób zrewiduje ocenianie szkolne jako bezsensowną stopniozę? Może odeśle do lamusa podręczniki szkolne i, zdawać się może, nieśmiertelne karty pracy wraz z zeszytami ćwiczeń? A jeśli utrwali się w nauczycielskich głowach przekonanie, że w internetach jest tyle wiedzy, że edukacja szkolna powinna być (pokrótce) miejscem identyfikowania i rozwijania dociekliwości poznawczej uczniów i sposobieniem do samodzielności? A co z rodzicami, gdy my i Oni, utwierdzimy się w przekonaniu, że dobrze nam w symbiotycznej relacji, i w gruncie rzeczy realizujemy te same cele? A po obu stronach barykady nie ma gorszego sortu. Może wreszcie zdobędziemy się na odwagę, by w swoich środowiskach, tych spośród nas, którzy w misji kosmicznej (pardon: edukacyjnej) kompromitują nasz zawód obdarzyć ostracyzmem? O egzaminach zewnętrznych raczej cichosza. Jeśli już, to dywaguje się – będą czy nie. To może niech tak zostanie. Gdy nastaną spokojne czasy, już nie uczmy pod egzaminy, nie tłuczmy dziesiątek arkuszy, gdyż od mieszania herbata nie jest słodsza? Bądźmy partnerami dla naszych uczniów w poznawaniu, w pokorze, fantastycznego świata. Świata, który – jak mu się zechce – jednym wirusem może nas odesłać do kąta.

Konkluzja: (trochę) bójcie się organy prowadzące i nadzoru – bo kto wyruszył na podbój kosmosu i widział ziemię z oddali, nie jest już takim samym człowiekiem jak przedtem. Jest mniej lękliwy, dostał nowy impuls rozwojowy. Daje radę. I mu się po prostu należy.

Olgierd Neyman

wersja do druku

Kategoria: